fbpx
Z pamiętnika Głównego Analityka: Rzecz o rosnących cenach
13 października 2021
Udostępnij:

Z pamiętnika Głównego Analityka: Rzecz o rosnących cenach

Wiele już tęgich głów zabierało się za wyjaśnienie zjawiska inflacji, ale jak dotąd wciąż nie doczekaliśmy się jasnych i klarownych wskazówek. Spójrzmy na przykład na tzw. Krzywą Philipsa, która stara się nam wyjaśnić, że istnieje odwrotna współzależność pomiędzy inflacją a stopą bezrobocia. Teoria ta podpowiada nam, że im niższa stopa bezrobocia tym należy spodziewać się wyższej inflacji.

Głównym motorem ma być w tym przypadku ograniczona dostępność pracownika, co z kolei wywiera presję na wynagrodzenia, które zaczynają rosnąć wywołując w ten sposób dodatkowy popyt na dobra i usługi. Sytuacja odwrotna powstaje wtedy,  gdy bezrobocie rośnie, dostępność pracownika jest zauważalnie większa, zatem i presja na wzrost wynagrodzeń wyraźnie słabnie. W efekcie obniża się skłonność zarówno do zaciągania kredytów jak i do wydatków konsumpcyjnych. Ale jak celnie zauważył Howard Marks z Oaktree Capital, wiara w tę teorię trwała przez ostatnie 60 lat, aż do momentu, gdy w ostatniej dekadzie bezrobocie nieustannie spadało osiągając 50-letnie minimum, i ani FED oraz EBC i Bank Japonii nie były w stanie osiągnąć celu inflacyjnego na poziomie 2%, a przez pewien okres zadomowiła się na rynkach nawet deflacja. I to wszystko w latach, w których mieliśmy do czynienia z kontynuacją wzrostu gospodarczego, znaczącym deficytem budżetowym, z ekspansją monetarną na dużą skalę i niskimi stopami procentowymi – podstawowe czynniki niezbędne do wywołania inflacji.

Niektórzy analitycy, wyjaśniając ten fenomen, posługują się taką oto retoryką: utrzymująca się przez tak długi czas niska inflacja była spowodowana przez dwa główne czynniki: postęp technologiczny i automatyzację mające kluczowy wpływ na powszechny wzrost wydajności pracy oraz globalizacja, która umożliwiła przeniesienie produkcji do krajów o najniższych kosztach wytwarzania. Pozwoliło to na osiągnięcie za jednym zamachem dwóch celów: utrzymanie w miarę stabilnych cen i zwiększenie rentowności firm.  Pamiętajmy, że mówimy tutaj o okresie sprzed Covid-19.  

CZY LECI Z NAMI PILOT?

     Rozmawiając o inflacji powinniśmy dodatkowo uświadomić sobie, że przyczyny jej dynamiki są dość zróżnicowane i nie wszystkie mogą być do końca kontrolowane przez banki centralne czy rządy. Weźmy na przykład ceny surowców – przemysłowych jak i rolnych. W ich przypadku liczba czynników mających wpływ na ceny tych towarów jest całkiem spora, poczynając od politycznych poprzez naturalne aż do technologicznych. W ramach każdej z tych kategorii możemy doliczyć się szeregu bodźców kształtujących notowania surowców, zarówno w średnim jak i długim terminie. Najgorzej sprawa ma się wtedy, gdy w cały ten proces zostaną wprzęgnięte czynniki ideologiczne. Wtedy katastrofa jest jedynie kwestią czasu. Tak właśnie wygląda całość spraw związanych z tzw. zieloną energią, która obecnie ma coraz mniej wspólnego ze zdrowym rozsądkiem. Weźmy na przykład niewinnie kiedyś wyglądające certyfikaty CO2, które muszą nabywać firmy wykorzystujące paliwa kopalne. W latach 2016-2018 ich cena wahała się w przedziale €4-€6,5 za tonę CO2. Później nastąpiło przyspieszenie we wdrażaniu rozwiązań ekologicznych przez europejskie czynniki polityczne i dzisiaj cena za tonę powietrza kosztuje już ok. €60.  Co więcej, pojawiły się nie tak dawno pomysły, aby obowiązkiem zakupu certyfikatów CO2 obarczyć także całą branżę transportu drogowego i lotniczego. Jaki będzie wpływ tych rozwiązań na ceny dóbr i usług i czym się to skończy nie muszę chyba nikomu  tłumaczyć.

JAK WIATR ZAWIEJE…

       Nie wybiegajmy jednak aż nadto w niepewną przyszłość, lecz przypatrzmy się temu, z czym mamy do czynienia dzisiaj. Coraz częściej pojawiają się w komentarzach zagranicznych analityków oraz w serwisach ekonomicznych opinie, że tej jesieni i zimy może dojść do poważnego kryzysu energetycznego, który już do pewnego stopnia zagościł w Chinach i powoli przenosi się do Indii. A wszystko to za sprawą niewystarczających zapasów konwencjonalnych nośników energii takich jak na przykład gazu ziemnego czy węgla energetycznego.  Otóż pojawiły się głosy, że proces pozyskiwania energii z OZE (Odnawialne Źródła Energii – wiatraki, fotovoltaika) okazał się nie dość stabilny dla całego systemu energetycznego i w przypadku niesprzyjających warunków naturalnych może po prostu nie wystarczyć energii elektrycznej w ilości potrzebnej do normalnego funkcjonowania gospodarki. To oczywiście rodzi dodatkowe pytania nad zasadnością zastępowania w obecnym tempie źródeł konwencjonalnych tzw. źródłami odnawialnymi.  Niezachwiana wiara w OZE doprowadziła do tego, że w niektórych krajach Europy utrzymywano niskie poziomy zapasów konwencjonalnych nośników energii.  Doprowadziło to obecnie do sytuacji tzw. „wąskiego gardła”, gdzie w tym samym czasie wiele krajów pragnie zapełnić swoje magazyny gazem ziemnym, co jest w obecnych warunkach zwyczajnie niewykonalne. Nie trzeba chyba wybitnego umysłu, by móc przewidzieć czym skończy się ta sytuacja, gdy mamy wielu nabywców, a ilość towaru jest ograniczona w danym czasie. Ostanie dynamiczne wzrosty cen gazu, ropy naftowej i węgla wystarczą chyba za cały komentarz. A odpowiedź na pytanie, jaki będzie to miało wpływ na poziom inflacji, jest właściwie jednoznaczna. 

BOHATERSKI SOCJALIZM

      Obecną sytuację można podsumować sentencją, którą wypowiedział niegdyś Stefan Kisielewski: „Socjalizm jest to ustrój, w którym bohatersko pokonuje się trudności nieznane w żadnym innym ustroju”. Można to ubrać w nieco dosadniejszy sposób – socjalizm podejmuje nieustanny wysiłek, aby naprawić to co sam schrzanił.        

Czyż nie mamy teraz do czynienia z podobną sytuacją, gdy pod przykrywką walki z klimatem – samo to określenie jest już na tyle absurdalne, że nie sposób je komentować, równie skutecznie można walczyć z Drogą Mleczną – dokonywane są radykalne zmiany, które zaowocują wzrostem cen i kosztów utrzymania dla nas wszystkich. Przypomnę tylko, że wcześniej walczyliśmy dzielnie z ociepleniem, ale ten temat chyba się jakoś zgrał, zatem zastąpiono go klimatem. Nie jestem przeciwnikiem alternatywnych rozwiązań dla energetyki, jeżeli mają one sens i oparcie w prostym rachunku ekonomicznym, ale stoję na stanowisku, że uparte i bezrefleksyjne dążenie do celu, jakim jest na przykład „zero emisji CO2”  doprowadzi do jeszcze większych zaburzeń w wielu obszarach naszej działalności, które będą miały całkiem policzalny dla nas wszystkich koszt.

W ten właśnie sposób, przez decyzje administracyjne, kreowana jest tzw. „zadekretowana” inflacja. Fatalne jest również to, że pojawiające w różnych częściach świata niedobory energii niczego i tak nie nauczą tych, którzy otrzymali od nas mandat do sprawowania władzy. W sytuacji ideologicznego zacietrzewienia wszelkie przejawy zdrowego rozsądku są zwyczajnie ignorowane.

KTO SIEJE WIATR, ZBIERA BURZĘ

       Jeśli pokusimy się, by spojrzeć dzisiaj na zagadnienie inflacji wielowymiarowo, to zauważymy, że bez wątpienia jest ona zasilana z wielu źródeł.  W literaturze przedmiotu zwykło się wyróżniać inflację kosztową i popytową. Do nich należałoby dodać inflację administracyjnie zadekretowaną i tą najświeższą: lockdown’ową.  Ta ostatnia wyrosła na glebie nawożonej stymulacją monetarno-fiskalną i  zaburzeniami w procesie dostaw w skali globalnej, z którymi do tej pory nie zdołano się uporać.  Pamiętajmy też, że stawki frachtu morskiego wzrosły na przestrzeni roku kilkukrotnie.

PYTANIA BEZ ODPOWIEDZI

       By spiąć powyższe rozważania właściwą klamrą zastanówmy się, jak będzie wyglądał nasz świat, gdy zostaną zrealizowane zapowiedzi zastąpienia samochodów spalinowych elektrycznymi. Czy ktoś zdołał policzyć, ile dodatkowej energii będzie trzeba wytworzyć do zaspokojenia nowego rodzaju nabywców? Z jakich źródeł będzie pochodzić ta nowa energia? Czy istniejące instalacje przesyłowe będą w stanie udźwignąć nadmiarowe obciążenia? Jak będzie kształtować się cena energii elektrycznej? Czy istnieje technologia utylizacji milionowych ilości baterii używanych w samochodach elektrycznych, których gabaryty są dość znaczne? Są to pytania, na które już teraz powinny być znane odpowiedzi, bowiem bez właściwego zabezpieczenia infrastruktury sami prosimy się o kłopoty. Na razie sama Tesla  w pojedynkę nie stanowi oczywiście problemu, ale wyobraźmy sobie sytuację, gdy do tej gry na dużą skalę wejdą Ford, General Motors, Volkswagen, Daimler, BMW, Fiat, Peugeot,  Renault. Odnoszę wrażenie, że to przekracza wyobraźnię każdego z nas. Obyśmy nie obudzili się kiedyś w świecie, w którym energia elektryczna będzie reglamentowana albo zaliczana do dóbr luksusowych.

UJARZMIĆ CENY

      Najbardziej zdumiewająca interpretacja, jaka przetacza się przez rynki odnośnie dzisiejszej wysokiej inflacji, to powtarzane niczym mantra stwierdzenie, że ma ona jedynie charakter przejściowy. Tak jakby istniała tajemnicza szklana kula, na którą możemy sobie beztrosko spojrzeć i zobaczyć w niej przyszłość. To, że inflacja ma charakter przejściowy, jest dla mnie jasne jak śnieg. Wszystkie zjawiska ekonomiczne (i nie tylko), z jakimi mamy do czynienia w naszym życiu, są tymczasowe lub cykliczne. Podobnie przejściowy jest padający deszcz, śnieg, burza, upał, boom kredytowy, a na giełdzie hossa i bessa, itp. Pojawia się jednak pytanie, ile będzie trwać ta tymczasowość, bo każdy z nas może ją na różny sposób odczytać. Zatem taka argumentacja ze strony różnych analityków i przedstawicieli banków centralnych to czysty sofizmat i nic innego jak demagogia, bowiem w tym wypadku wieloznaczność tymczasowości, na którą się powołują, aż kłuje w oczy.

 

Ci sami analitycy, którzy tak ochoczo bagatelizują teraz problem dynamicznie rosnącej inflacji, na tym samym oddechu uspokajają nas, by nie zamartwiać się o koniunkturę gospodarczą i zyski spółek oraz o to, że pojawiły się jakieś problemy z dostawami różnych dóbr. Twierdzą, że dzięki zrealizowanym programom wsparcia mamy w tej chwili ogromny niezaspokojony popyt, który tylko czeka na odpowiednią sposobność, by wyjść na wolność i sobie pofolgować.

Zastanówmy się przez chwilę. Jeżeli ten zagregowany popyt zacznie w końcu na rynku dokazywać i panoszyć się, to jak zareagują na te harce ceny dóbr i usług? Będą sobie grzecznie drzemały? Odpowiedź zostawiam czytelnikom.

CZESKI FILM

       Proszę mi wybaczyć ten dość ironiczny ton –  próbując zebrać w całość wszystko to, co dzieje się teraz w sferze makro i w jaki sposób jest to interpretowane, mogę tylko powiedzieć, że mamy do czynienia z przysłowiowym czeskim filmem, czyli nikt nic nie wie. I jeśli tak jest w istocie, to dla zrozumienia obecnej sytuacji gospodarczej polecam skupić się przede wszystkim na śledzeniu popytu i podaży w każdej dziedzinie, bowiem te zjawiska należą do sfery praw naturalnych i mają one zawsze decydujący głos.

Osobiście uważam, że inflacja uspokoi się wtedy, gdy rosnące ceny spotkają się z tą górą pieniędzy, które zostały wykreowane z niczego i wlane w gospodarkę. To znaczy, gdy zostanie osiągnięte tzw. equilibrium, czyli równowaga, oczywiście przejściowa. Problem w tym, że ta góra pieniędzy wciąż rośnie i przez to ucieka goniącym ją cenom.

Źródło: opracowanie własne, dane aktualne na dzień 31.09.2021 r.

Jarosław Kostrzewa

 

Prosper Capital Advisors sp. z o.o. z siedzibą we Wrocławiu informuje, że niniejszy materiał ma charakter wyłącznie informacyjny oraz edukacyjny, dotyczy wyłącznie umów ubezpieczenia, a żadna z zawartych w niej informacji nie stanowi doradztwa inwestycyjnego, analiz finansowych, rekomendacji w tym: inwestycyjnych, podatkowych, prawnych lub księgowych ani też nie jest wskazaniem, iż jakakolwiek inwestycja lub strategia jest odpowiednia i adekwatna dla Inwestora. Prezentowane wyniki historyczne opierają się bądź na obliczeniach podmiotów trzecich, gdzie źródła zostały podane bądź na obliczeniach własnych i nie uwzględniają inflacji oraz opłat związanych z umową ubezpieczenia, jak również nie stanowią gwarancji osiągnięcia podobnych wyników inwestycyjnych w przyszłości.

W szczególności powyższe informacje nie uwzględniają indywidualnej sytuacji Inwestora, w tym jego profilu inwestycyjnego, poziomu wiedzy o inwestowaniu, doświadczenia inwestycyjnego, sytuacji finansowej oraz celów inwestycyjnych. Powyższe informacje nie mogą być traktowane w szczególności jako: proponowanie nabycia udziałów, akcji lub innych instrumentów finansowych, zaproszenie do negocjacji, zaproszenie czy zachęta do złożenia oferty nabycia, dokonania inwestycji lub przeprowadzenia transakcji dotyczących nabycia udziałów, akcji lub innych instrumentów finansowych lub rekomendacja do zawierania jakichkolwiek transakcji. Powyższe informacje nie stanowią oferty w rozumieniu art. 66 kodeksu cywilnego.

Inwestowanie w instrumenty finansowe lub inne produkty o charakterze inwestycyjnym wiążę się z ryzykiem utraty kapitału. Inwestorzy powinni być świadomi ryzyka, jakie niesie ze sobą inwestowanie w instrumenty finansowe lub inne produkty o charakterze inwestycyjnym, ich decyzje inwestycyjne powinny być poprzedzone właściwą analizą, a także, jeśli wymaga tego sytuacja, konsultacją z doradcą inwestycyjnym oraz doradcą prawnym i podatkowym. Prosper Capital Advisors sp. z o.o. nie ponosi odpowiedzialności za efekty i skutki decyzji podjętych na podstawie niniejszego materiału lub jakiejkolwiek informacji w nim zawartej.

    Formularz kontaktowy

    accept

    Kontakt