fbpx
Z pamiętnika Głównego Analityka: Krótka historia pieniądza
Udostępnij:

Z pamiętnika Głównego Analityka: Krótka historia pieniądza

Ostatnie trzy lata (2020-2022) będą się nam kojarzyć z ogromną zmiennością na giełdach światowych jak i w gospodarkach i zapewne przejdą do historii. Zakrawa na ironię, że za ten wyjątkowy brak stabilności odpowiadają przede wszystkim rządy i banki centralne. A to przecież właśnie one zobligowane są do tego, by zapewnić nam, na ile się oczywiście da, stabilne warunki rozwoju. To, co się wydarzyło można opisać jednym zdaniem. Poprzez niespotykany w historii druk pustego pieniądza i finansowane długiem rządowe programy wsparcia zapewniono wprawdzie popyt, ale w tym samym czasie zamknięto przecież gospodarki i wprowadzono różnego rodzaju restrykcje. Dzięki temu zabiegowi nie zapewniono wystarczającej podaży. No i mamy inflację. Bowiem nim podaż zaczęła doganiać popyt, ceny zdążyły odlecieć sobie w stratosferę. To naprawdę jest bardzo proste do zrozumienia. Prawo popytu i podaży jest uniwersalne i nie można się nim posługiwać od tak, według własnego upodobania. Czy ci, którzy o tym zdecydowali nie zdawali sobie z tego sprawy? Nie bądźmy naiwni. Zapewniam, że mieli pełną świadomość, jakie skutki niesie ze sobą tak przeogromna fala pieniędzy, która zalała gospodarki.

Dzisiaj na dobranoc opowiada się dzieciom bajki o zaczarowanej „putininflacji”. Zatem spróbujmy nieco odczarować to zjawisko opierając się na twardych faktach, a nie na tępej propagandzie.

Gdy Rosja zaatakowała zbrojnie Ukrainę, na rynkach zapanowała prawdziwa panika. Szczególnie dotyczyło to surowców energetycznych, które z racji ich powszechnego używania mają niebagatelny wpływ na poziom kosztów działalności gospodarczej. W ten sposób pojawiło się dodatkowe paliwo do wzrostu inflacji w Polsce i na świecie. Inflacji, która, co by tu nie powiedzieć, rosła u nas już od wielu miesięcy. Pierwsze jej uderzenie nastąpiło bowiem w maju 2021 r., kiedy zbliżyła się do poziomu 4,7%, po to by w styczniu 2022 r. osiągnąć 9,4%. Czyli dwukrotnie więcej. Trzeba przyznać, że to całkiem przyzwoite tempo. Dodajmy, że w lutym 2021 r. wynosiła jedynie 2,4%. Zaś w październiku 2022 r. osiągnęła już 17,9%. Zatem ponownie podwoiła swoją wartość tym razem względem stycznia 2021 r.

Ale przyjrzyjmy się także, w jaki sposób kształtowały się ceny surowców energetycznych (ropa naftowa i gaz) po rozpoczęciu napaści Rosji na Ukrainę. Szczyt notowań ropy naftowej przypadł na dzień 7 marca 2022 r.,  wówczas cena ropy typu Brent w Londynie wyniosła tego dnia maksymalnie nieco ponad 134 USD/Bbl. Dzisiaj ta sama ropa kosztuje około 80 USD/Bbl. Spadek o 40%. Nie zapominajmy, że cenę 80 USD/Bbl płacono za ropę także w październiku 2021 r., w okresie maj-wrzesień 2018 r., w listopadzie 2014 r., na przełomie 2009 i 2010 r., oraz w lipcu 2006 r. W tych okresach inflacja ani razu nie przekroczyła u nas 5%.

Cena gazu TTF liczonego w euro za MWh, który według propagandy odpowiada za całe inflacyjne zło kształtowała się w następujący sposób: w ciągu niespełna miesiąca wzrosła z poziomu 70 EUR/MWh w połowie lutego 2022 r. do 345 EUR/MWh w dniu 7 marca 2022 r. Następnie zaczęła sukcesywnie spadać, by w czerwcu 2022 r. zatrzymać się na 80 EUR/MWh. Od tego momentu rozpoczął się kolejny rajd trwający do 26 sierpnia 2022 r. zakończony szczytem na poziomie 342 EUR/MWh. Ale na tym poziomie cena nie utrzymała się długo, bowiem zainicjowany wówczas spadek trwa do dzisiaj. Obecnie cena gazu TTF wynosi 67,70 EUR/MWh (10.01.2023). Podobnie rzecz ma się z ceną węgla kamiennego.

Analizując zachowanie się cen nośników energii trudno oprzeć się wrażeniu, że coś jest nie do końca w porządku z tą inflacją. Korelacja pomiędzy wzrostem inflacji a zmianami cen ropy i gazu na pierwszy rzut oka wydaje się dość wątła. Zatem wychodzi na to, że polityczni decydenci za wszelką cenę starają się zrzucić odpowiedzialność za wysoką inflację właśnie na surowce energetyczne. A przecież nie od dzisiaj wiadomo, że źródło inflacji bije przede wszystkim w decyzjach monetarnych. Tam należy szukać jej przyczyn. Gdyby nie ogromna podaż pieniędzy, która zalała nieprzygotowane do tego rynki, już byłoby po strachu. Bo jak widzimy, ceny surowców energetycznych, po chwilowym wyskoku, dość szybko powróciły do wcześniejszych poziomów. 

Teraz dynamika inflacji zacznie spadać, ale nie będzie to spowodowane ani polityką rządów ani banków centralnych, które bardzo spóźniły się z reakcją na ogólny wzrost cen. Nim banki centralne zaczęły podnosić swoje oficjalne stopy procentowe, rynek sam, dużo wcześniej, zareagował na to zjawisko. Rentowności obligacji zaczęły gwałtownie rosnąć już od połowy 2021 r. Spadek dynamiki inflacji jest spowodowany gwałtownym obniżeniem się siły nabywczej pieniądza, która w znacznym stopniu będzie odtąd studzić popyt konsumentów. Ale jak daleko ten spadek się posunie, tego dzisiaj niestety nie wiemy. Niewykluczone, że będziemy zmuszeni funkcjonować przez dłuższy czas w środowisku podwyższonej inflacji.   

Ale pozostaje do rozwiązania jeszcze jedna zagadka „kryminalna”. W tego typu trudnych do wyjaśnienia przypadkach, aby znaleźć „winnego” zadawane jest dość logiczne pytanie: kto na tym całym zamieszaniu najbardziej skorzystał? Aby na nie odpowiedzieć spójrzmy wpierw na to, ile wynosi globalny dług, a ile globalny PKB, oba mierzone w dolarach USA. Dane, które można bez trudu odszukać w sieci mówią nam, że globalny dług na koniec pierwszego kwartału 2022 r. wyniósł 305 Bln USD, a globalny PKB: 103,8 Bln USD. Łatwo zatem policzyć, że ten dług jest prawie 3 razy większy niż PKB. Jak go zatem obsługiwać?

Nie od dzisiaj wiadomo, że jednym ze sposobów na ulżenie rządom w obsłudze zadłużenia, jest wywołanie inflacji. Interesujące jest to, że w minionej dekadzie próbowano na wszelkie sposoby pobudzić inflację, ale ani razu się to nie udało. Ten trud szedł wówczas wspak globalnym prądom, jakimi były chińska gospodarka, która dzięki niskim kosztom wytworzenia była eksporterem deflacji oraz różnego rodzaju rozwiązania technologiczne zwiększające wydajność pracy. Dopiero wprowadzenie szeroko zakrojonych lockdownów pozwoliło na bezkarny druk pieniądza będący paliwem dla inflacji. 

Inflację określa się również jako dodatkowy podatek. A instrukcja obsługi tegoż jest niezwykle prosta. Jeśli ceny gwałtownie rosną, to wpływy z podatków bezpośrednich jak i pośrednich bardzo szybko się zwiększają. Ale jest także druga strona tego medalu. Budżet w ten sposób otrzymuje te „gorsze” pieniądze, bo pochodzące z dodruku i tymi właśnie gorszymi pieniędzmi spłaca zadłużenie i wspiera programy socjalne. Można by rzec: jakie to łatwe! Ale pamiętajmy, że w gospodarce nie ma darmowego lunchu i wszystko ma swoją cenę.

Lecz, by nieco lepiej pojąć na jakiej zasadzie to wszystko działa, wyobraźmy sobie, że posiadamy możliwość emitowania długu, na przykład w postaci obligacji o stałym kuponie odsetkowym. Ale dodajmy do tego jeszcze i to, że można je nabyć płacąc wyłącznie sztabkami złota. Chętnych na nasze obligacje nie brakuje, bowiem zatroszczyliśmy się o specjalne gwarancje wykupu, na wypadek braku możliwości oddania zainwestowanych sztabek złota. Emisja dochodzi do skutku.

Nasz plan jest sprytny i przebiegły. Zaraz po otrzymaniu sztabek złota dzielimy całość na cztery części. Jedną czwartą chowamy do sejfu, a pozostałe części, czyli trzy czwarte, przetapiamy, a następnie dodajemy do tego odpowiedniego stopu (ale nie ze złota), po to by uzyskać pożądaną wagę równą dokładnie temu, co otrzymaliśmy od inwestorów plus ilość pozwalającą na wypłatę odsetek. Z tak przygotowanej surówki wytapiamy odpowiednią ilość sztabek złota, ale już ma się rozumieć, że niepełnowartościowego. A co dzieje się z tą jedną czwartą czystego złota, którą ukryliśmy w sejfie? Czy ma ona bezczynnie tam leżeć?  Żadną miarą! To czyste złoto posłuży nam do nabycia jakiegoś aktywa, którego wartość będzie w kolejnych latach rosła nie mniej niż inflacja. Mogą to być akcje lub udziały w jakimś dochodowym biznesie, a mogą to być także jakieś nieruchomości.    

Takie postepowanie można nazwać wprost bandytyzmem. Jeśli kogoś ponosi fantazja może posłużyć się mocniejszymi wyrażeniami. Nie widzę przeszkód.

Ale zastanówmy się, czy ten ów zmyślony przykład doprawdy daleki jest rzeczywistości?

Spójrzmy na to, jak postępują rządy wspólnie z bankami centralnymi.

Nie od dzisiaj wszak wiadomo, że rządy emitują obligacje nazywane powszechnie skarbowymi po to, by finansować deficyt budżetowy. Zobaczmy przeto jak przedstawia się obecnie sytuacja na rynku obligacji skarbowych, szczególnie tych dziesięcioletnich o stałym oprocentowaniu. Na przykład emisja obligacji o skróconej nazwie „DS 1030”, czyli dziesięcioletnich o stałym oprocentowaniu, z terminem wykupu – 25 październik 2030 r. Roczny kupon odsetkowy to 1,25 %. Odsetki naliczane są od ceny nominalnej obligacji w rocznych okresach odsetkowych poczynając od dnia 25 października 2019 r.; cena nominalna: 1 000 zł. Wartość tych odsetek to 12,50 zł.

Jeśli jako nabywca tych obligacji zachowamy je do wykupu w 2030 r., to otrzymamy z tego tytułu łącznie 125 zł od jednej obligacji.

Wartość rynkowa tych obligacji to dzisiaj 720 zł, a w październiku 2022 r. spadła do ok. 580 zł. Pamiętajmy, że cena rynkowa obligacji o stałym oprocentowaniu porusza się w przeciwnym kierunku niż rynkowe stopy procentowe. Zatem, jeśli teraz chcielibyśmy „przesiąść się” na obligacje o wyższym oprocentowaniu, to te musielibyśmy sprzedać z 28% stratą.

A jak sytuacja przedstawia się z punktu widzenia rządu, który wyemitował te obligacje?

Dokonajmy krótkiej analizy. Najpierw rząd zbiera pieniądze z rynku emitując obligacje o stałym kuponie 1,25%, potem bank centralny drukuje ogromne ilości pieniędzy, które dla zmylenia nazywa się miękko „kreacją pieniądza”, co w konsekwencji prowadzi do wysokiej inflacji i znacznego obniżenia siły nabywczej waluty. Wniosek z tego taki, że rząd najpierw zbiera „zdrowe” pieniądze z rynku, tzn. takie, które nie są zdewaluowane przez inflację, a potem oddaje nam pieniądze „chore”, których wartość jest dużo niższa niż tych, jakie mu pożyczyliśmy, bowiem inflacja zrobiła już swoją krecią robotę. Te „chore” pieniądze, to te uzyskane przez rząd z tzw. podatku inflacyjnego. Powiedzielibyśmy, że to czysty zysk. I owszem. Ale do czasu.

A my trzymając te obligacje do wykupu będziemy otrzymywali „chore” pieniądze przez osiem lat, które z roku na rok będą coraz mniej warte. 

Czy ta sytuacja nie jest podobna do tej opowiedzianej historyjki ze sztabkami złota? Odpowiedzcie sobie sami.  

Nie ma znaczenia, czy to dotyczy cesarzy, królów, czy też tzw. demokratycznych rządów. Za każdym razem, kiedy mogą wystąpić problemy z obsługą zadłużenia sięga się po sprawdzone metody polegające na psuciu waluty poprzez wywołanie inflacji.

Ale jako się rzekło, w gospodarce nie ma darmowego lunchu i za tego typu ekscesy ktoś musi w końcu zapłacić. Kto zatem jest tym frajerem? Niestety, my wszyscy.

Finał całej operacji będzie taki, że owe emisje nisko oprocentowanych obligacji będą sukcesywnie wykupywane i zastępowane nowymi, ale już o wiele droższymi. Przed 2020 r. oprocentowanie obligacji wahało się w przedziale 1,25-3%. Teraz to ok. 7-9%. Oznacza to, iż w nadchodzących latach koszty obsługi zadłużenia skarbu państwa wzrosną kilkukrotnie. Na 2023 r. przewiduje się, że będzie to ok. 66 mld zł.

W tym przypadku działa prosta zależność: im większe zadłużenie budżetu państwa, tym słabszy wzrost gospodarczy.         

 

31.12.2022

Źródło: opracowanie własne, dane aktualne na dzień 31.12.2022 r.

 

Jarosław Kostrzewa

 

Prosper Capital Advisors sp. z o.o. z siedzibą we Wrocławiu informuje, że niniejszy materiał ma charakter wyłącznie informacyjny oraz edukacyjny, a żadna z zawartych w niej informacji nie stanowi doradztwa inwestycyjnego, analiz finansowych, rekomendacji w tym: inwestycyjnych, podatkowych, prawnych lub księgowych ani też nie jest wskazaniem, iż jakakolwiek inwestycja lub strategia jest odpowiednia i adekwatna dla Inwestora. Prezentowane wyniki historyczne opierają się bądź na obliczeniach podmiotów trzecich, gdzie źródła zostały podane bądź na obliczeniach własnych i nie uwzględniają inflacji oraz opłat związanych z umową ubezpieczenia, jak również nie stanowią gwarancji osiągnięcia podobnych wyników inwestycyjnych w przyszłości.

W szczególności powyższe informacje nie uwzględniają indywidualnej sytuacji Inwestora, w tym jego profilu inwestycyjnego, poziomu wiedzy o inwestowaniu, doświadczenia inwestycyjnego, sytuacji finansowej oraz celów inwestycyjnych. Powyższe informacje nie mogą być traktowane w szczególności jako: proponowanie nabycia udziałów, akcji lub innych instrumentów finansowych, zaproszenie do negocjacji, zaproszenie czy zachęta do złożenia oferty nabycia, dokonania inwestycji lub przeprowadzenia transakcji dotyczących nabycia udziałów, akcji lub innych instrumentów finansowych lub rekomendacja do zawierania jakichkolwiek transakcji. Powyższe informacje nie stanowią oferty w rozumieniu art. 66 kodeksu cywilnego.

Inwestowanie w instrumenty finansowe lub inne produkty o charakterze inwestycyjnym wiążę się z ryzykiem utraty kapitału. Inwestorzy powinni być świadomi ryzyka, jakie niesie ze sobą inwestowanie w instrumenty finansowe lub inne produkty o charakterze inwestycyjnym, ich decyzje inwestycyjne powinny być poprzedzone właściwą analizą, a także, jeśli wymaga tego sytuacja, konsultacją z doradcą inwestycyjnym oraz doradcą prawnym i podatkowym. Prosper Capital Advisors sp. z o.o. nie ponosi odpowiedzialności za efekty i skutki decyzji podjętych na podstawie niniejszego materiału lub jakiejkolwiek informacji w nim zawartej.

    Formularz kontaktowy

    accept

    Kontakt