fbpx
Z pamiętnika Głównego Analityka: Czy giełda ma rację?
Udostępnij:

Z pamiętnika Głównego Analityka: Czy giełda ma rację?

Porzekadło, które mówi, że giełda potrafi antycypować przyszłość gospodarczą krąży po rynkach już od bardzo dawna. Zatem, kierując się nim, warto bacznie śledzić dzień po dniu indeksy giełdowe, bowiem dają nam one cenne wskazówki, gdy idzie o kondycję gospodarki w perspektywie kilku najbliższych kwartałów.

Ale gdy rzecz dotyczy przyszłości ekonomicznej, a wyrażając się bardziej czytelnie koniunktury gospodarczej sprawa nie jest już tak jednoznaczna. Bowiem składa się na nią całkiem spora grupa czynników, które zebrane razem próbują coś nam powiedzieć, coś przekazać swoim osobliwym szyfrem. Czy jest to rzeczywiście prawda, że taki twór jak giełda, posiada niebywałą zdolność odczytania przyszłości, trudno jednoznacznie odpowiedzieć. Z pewnością znajdzie się niemała grupa zwolenników, którzy będą zagorzale bronić tej śmiałej tezy, podając udokumentowane historycznie przypadki, by w ten sposób obronić domniemanie o wybitnych zdolnościach giełdy.    

Ale jak możemy sami się przekonać ten już nieco zużyty slogan poddawany jest nieustającej próbie i zmuszany do potwierdzenia swojej przydatności. Kilka dekad temu (nie wiem dokładnie ile) znany amerykański ekonomista, Paul Samuelson (1915-2009), oceniając zdolności giełdy w zakresie przewidywania koniunktury gospodarczej powiedział ironicznie, że giełda przewidziała dziewięć z ostatnich pięciu recesji. I w zasadzie w tym miejscu można by już było skończyć roztrząsanie tego problemu. Ale w ten sposób poszlibyśmy na łatwiznę, która przecież nam nie przystoi. Zatem pozwólmy sobie na dalsze rozważania.

Jeżeli przyjmiemy za pewnik, że przyszłości nikt nie zna, a z tym chyba nikt nie powinien mieć kłopotu, to po dokonaniu dalece drobiazgowej analizy tego problemu dochodzimy do przekonania, że rynek kapitałowy nie tyle posiada zdolność przewidywania nadchodzącej przyszłości, ile stara się ją zwyczajnie odgadnąć. Jeśli tak jest w istocie, to wszystko zaczyna nam się układać w pełnej harmonii, łącznie z sentencją wygłoszoną przez Paula Samuelsona.

 

Prawdopodobieństwo przychodzi z pomocą

Pozwólcie proszę, że spróbuję teraz w dużym skrócie rozgryźć tę dość zawiłą jednak sprawę. Lecz, aby móc uchwycić istotę tego zagadnienia powinniśmy zacząć od przestawienia naszego myślenia na nieco inne tory. Zatem porzućmy na chwilę wszelakie pewniki i aksjomaty i oprzyjmy się przede wszystkim na prawdopodobieństwie. I od razu przygotujmy się na to, że nie będzie to wcale łatwe, bowiem w naszym codziennym życiu działa przyzwyczajenie, dlatego podejmujemy zazwyczaj decyzje w oparciu o to co już znamy. Na przykład posyłamy codziennie nasze dzieci do przedszkola i szkoły – wiemy dokładnie w jakim celu. A po południu je odbieramy. Idziemy do pracy, jedziemy w delegację, planujemy urlop, a potem nań wyjeżdżamy itp. Można by wymieniać bez końca. Ale chodzi w tym o to, że gdy podejmujemy te decyzje, wiemy dość dokładnie, jaki będzie ich skutek. Owe powtarzalne każdego dnia czynności wchodzą nam w krew i stają się naturalne jak oddychanie. Przyzwyczajamy się do nich i podświadomie utwierdzamy się w przekonaniu, że w naszym życiu wiele spraw jest przewidywalnych i uporządkowanych. To właśnie dlatego w zderzeniu z takim środowiskiem, jakim jest rynek finansowy, gdzie o jakiejkolwiek przewidywalności nie może być mowy, czujemy się niezbyt komfortowo.

Dodatkowym czynnikiem, który niechybnie jest przeszkodą w odpowiednim poruszaniu się po rynku finansowym są ogólnie akceptowalne normy, według których żyjemy. To właśnie one w znacznym stopniu odpowiadają za społeczny ład i względny spokój w naszym życiu pozwalający nam na planowanie i realizowanie swoich zamierzeń i pragnień. Lecz gdy próbujemy nasze nawyki zastosować do inwestowania na giełdzie, z bólem stwierdzamy, że one w ogóle nie działają. Nadto, przyczyniają się do finansowych strat. Coś, co świetnie znamy i doskonale się sprawdza w naszym życiu nie ma najmniejszego zastosowania w inwestowaniu. Po kilku porażkach zaczynamy szukać przyczyny naszych niepowodzeń. I jeśli będziemy uparci w naszych poszukiwaniach, to w końcu dowiemy się, że na giełdzie nie obowiązują żadne reguły ani normy. Jest to żywioł całkowicie pozbawiony jakiejkolwiek empatii, jeśli można się tak wyrazić. Najlepiej chyba opisującym charakter tego tworu jest powiedzenie, że giełda nie ma pojęcia o twoim istnieniu. Zatem czym tak naprawdę jest giełda? Jak ją zdefiniować? Moim zadaniem giełda jest przede wszystkim niezgłębionym  targowiskiem decyzji, które wzajemnie się i wzmacniają i wykluczają. Decyzji podejmowanych w nadziei zyskownych transakcji, gdy okaże się, że nasze założenia sprawdziły się i tych, którzy podzielają naszą opinię jest więcej niż tych, którzy się z nią nie zgadzają. O tym, że w tle tych decyzji znajduje się chciwość, nadzieja, strach, rozgoryczenie i temu podobne emocje nie trzeba nikomu w tej chwili przypominać. Co więcej, nigdy nie obwiniamy samych siebie za doznaną porażkę, ale z uporem szukamy winnych. Te porażki są na tyle dotkliwe i wewnętrznie bolesne, że za żadne skarby nie chcemy brać za nie odpowiedzialności. Tymi winnymi są zazwyczaj jacyś tajemniczy „ONI”, którzy niczym myśliwski pies na polowaniu dybią na nasze pieniądze. „ONI” już wiedzieli, co się święci. Zarobili mnóstwo forsy na tzw. pewniaka, tylko my naiwni daliśmy się oskubać. Mniej więcej w tym tonie podążają nasze rozmyślania na temat zarabiania na giełdzie.

 

Rynek nie wie o naszym istnieniu

 Z uwagi na fakt, że giełda nie ma pojęcia o naszym istnieniu i nie obchodzą ją nasze emocje, najtrudniej jest tym, którzy posiadają wybujałe ego i dążą do tego, by w każdej sprawie mieć rację. W zmaganiach z rynkiem upieranie się przy swoim może być bardzo kosztowne. Takie osobowości nie potrafią przyznać się do popełniania błędu i zamiast prysnąć z palcu boju będą dalej stać na wyprostowanych nogach i mocować się z rynkiem aż otrzymają cios prosto między oczy. W tym fachu trzeba mieć giętki, a nie sztywny kręgosłup. Pozwala to na zrobienie uniku i zejścia z linii ciosu w kluczowym momencie. Ten giętki kręgosłup nazwany jest także pokorą, która przypomina nam, że wobec potęgi rynku naprawdę niewiele znaczymy. I niech tych kilka udanych transakcji, które mogą nam się przytrafić, nie uderzy nam zanadto do głowy, bowiem jest to wtedy prosta droga do zguby.

Pamiętajmy, że w tym fachu nadmierne ego przeszkadza. Ten kto pragnie zawsze mieć rację poniesie na giełdzie porażkę.

Lecz wróćmy jeszcze do tych profetycznych zdolności giełdy. Za każdym razem, kiedy o tym czytam lub słyszę, spoglądam na notowania indeksów giełdowych i zadaję sobie pytanie, co w obecnej chwili dyskontuje giełda? I doprawdy nie potrafię znaleźć sensownej odpowiedzi. Dlaczego?

 Dlatego, że na rynkach finansowych mamy do czynienia z nieustannym sprzężeniem zwrotnym. Polega to na tym, że różne zdarzenia wzajemnie na siebie wpływają wywołując określone skutki. Te zdarzenia mogą prowokować do działania. Weźmy na przykład informacje dotyczące napływu pieniędzy do funduszy w powiązaniu z danymi o polepszających się nastrojach konsumentów. W jaki sposób to interpretować? Pozytywnie, czy negatywnie? Ale to nie wszystko. Dodajmy do tego dane o słabnącym rynku pracy i o zamówieniach w przemyśle, które nie rosną drugi miesiąc z rzędu. Zaś rynkowe stopy procentowe, które od ponad kwartału przestały spadać, ale dalej są na niskim poziomie.

 Można z nawiązką dołożyć jeszcze drugie tyle danych. Ale już powyższe potrafią wprowadzić niezły zamęt w głowie. Zatem, jak to wszystko przyłożyć do giełdy? Od czego zacząć?   

Jeśli ktoś ma zamiar zabrać się za odczytywanie danych ekonomicznych, by podnieść skuteczność swoich inwestycji, powinien wpierw uświadomić sobie, że należy interpretować je w odpowiednim kontekście. Jest nim przede wszystkim faza cyklu gospodarczego opartego na kredycie. Inaczej bowiem należy spojrzeć na publikowane dane, gdy na przykład zaczęło się ożywienie po recesji, a inaczej, gdy mamy już późną fazę cyklu. Nie bez przyczyny powiada się, że giełda „płacze” na wieść o dobrych danych, a „cieszy” się ze złych. Ale bywa też i odwrotnie. Złe dane cieszą, bo oznaczają luźniejszą politykę monetarną, a dobre smucą, bo pojawia się obawa o to, że bank centralny będzie dążył do schłodzenia gospodarki. Wszystko zależy od tego gdzie się znajdujemy, gdy idzie o cykl kredytowy. Czy na jego początku, czy w środku, czy na końcu. Bowiem to właśnie łatwość lub trudność w dostępie do pieniądza wpływa na wyceny aktywów.

Ale zastanówmy się także, skąd tak duża zmienność cen akcji notowanych na giełdzie. Odpowiedzią na to są emocje, które często towarzyszą podejmowanym decyzjom. Bierze się to stąd, że na decyzje większości inwestorów największy wpływ mają notowania samych akcji, a nie biznesy, które za nimi stoją. Zmieniające się nieustannie ceny uruchamiają czynnik emocjonalny, który przejmuje nad nami kontrolę. Stąd między innymi owe przewartościowanie lub niedowartościowanie tych biznesów. Do tego dochodzi jeszcze łatwość zawierania transakcji. Winnym jest również tzw. ekstrapolacja. Wszyscy mamy tendencję do prognozowania przyszłości w oparciu o to, co się do tej pory wydarzyło. Takie swoiste „continuum”. Lecz to sprawdza się tylko do pewnego momentu, gdy otoczenie rynkowe jest dość sprzyjające. Wtedy mamy tendencję do wydłużania czasu trwania dobrej koniunktury gospodarczej i dokonywania wycen, jak gdyby prosperity miała trwać nieustannie. Nie myślimy w ogóle o tym, że to może się w pewnym momencie skończyć. To doprowadza do „wyciągania” wycen ponad wszelką rozsądną miarę. Doświadczeni inwestorzy potrafią zrozumieć, że wyceny są ponad miarę zawyżone i w odpowiedniej chwili opuścić przyjęcie.

Zatem, gdy idzie o zdolności giełdy w zakresie przewidywania koniunktury gospodarczej, bądźmy raczej wstrzemięźliwi i traktujmy ją jako jeden ze wskaźników wyprzedających. Wtedy łącznie z pozostałymi danymi będziemy mieli bardziej rozbudowany obraz. 

Źródło: opracowanie własne, dane aktualne na dzień 31.05.2022 r.

 

Jarosław Kostrzewa

 

Prosper Capital Advisors sp. z o.o. z siedzibą we Wrocławiu informuje, że niniejszy materiał ma charakter wyłącznie informacyjny oraz edukacyjny, a żadna z zawartych w niej informacji nie stanowi doradztwa inwestycyjnego, analiz finansowych, rekomendacji w tym: inwestycyjnych, podatkowych, prawnych lub księgowych ani też nie jest wskazaniem, iż jakakolwiek inwestycja lub strategia jest odpowiednia i adekwatna dla Inwestora. Prezentowane wyniki historyczne opierają się bądź na obliczeniach podmiotów trzecich, gdzie źródła zostały podane bądź na obliczeniach własnych i nie uwzględniają inflacji oraz opłat związanych z umową ubezpieczenia, jak również nie stanowią gwarancji osiągnięcia podobnych wyników inwestycyjnych w przyszłości.

W szczególności powyższe informacje nie uwzględniają indywidualnej sytuacji Inwestora, w tym jego profilu inwestycyjnego, poziomu wiedzy o inwestowaniu, doświadczenia inwestycyjnego, sytuacji finansowej oraz celów inwestycyjnych. Powyższe informacje nie mogą być traktowane w szczególności jako: proponowanie nabycia udziałów, akcji lub innych instrumentów finansowych, zaproszenie do negocjacji, zaproszenie czy zachęta do złożenia oferty nabycia, dokonania inwestycji lub przeprowadzenia transakcji dotyczących nabycia udziałów, akcji lub innych instrumentów finansowych lub rekomendacja do zawierania jakichkolwiek transakcji. Powyższe informacje nie stanowią oferty w rozumieniu art. 66 kodeksu cywilnego.

Inwestowanie w instrumenty finansowe lub inne produkty o charakterze inwestycyjnym wiążę się z ryzykiem utraty kapitału. Inwestorzy powinni być świadomi ryzyka, jakie niesie ze sobą inwestowanie w instrumenty finansowe lub inne produkty o charakterze inwestycyjnym, ich decyzje inwestycyjne powinny być poprzedzone właściwą analizą, a także, jeśli wymaga tego sytuacja, konsultacją z doradcą inwestycyjnym oraz doradcą prawnym i podatkowym. Prosper Capital Advisors sp. z o.o. nie ponosi odpowiedzialności za efekty i skutki decyzji podjętych na podstawie niniejszego materiału lub jakiejkolwiek informacji w nim zawartej.

    Formularz kontaktowy

    accept

    Kontakt