fbpx
Z pamiętnika Głównego Analityka: Amerykański dolar kontra reszta świata
Udostępnij:

Z pamiętnika Głównego Analityka: Amerykański dolar kontra reszta świata

Wielu z nas, przynajmniej te osoby, które jako tako interesują się zagadnieniami gospodarczymi i międzynarodowymi, czuje wewnętrznie, że wojna na Ukrainie jest początkiem nowego rozdania w globalnej gospodarce i polityce. Niektórzy komentatorzy podkreślają w swoich wypowiedziach, że czas tzw. pokojowej dywidendy trwający od 1989 r. właśnie się skończył. Zatem od tego momentu przyszłość, która i tak nie jest nikomu znana staje się jeszcze bardziej niepewna.

               Zadajemy sobie pytanie, dlaczego tak się stało i co do takiej sytuacji doprowadziło? Otóż, jak wiemy z naszego życiowego doświadczenia każdy skutek ma swoją przyczynę. Nie inaczej jest w przypadku napaści Rosji na Ukrainę. Trwająca obecnie wojna nie jest jakimś oderwanym i odosobnionym wydarzeniem, ale dokładnie wpisuje się w zmagania i próbę sił w przestrzeni międzynarodowej, w której biorą udział USA, UE, Chiny i Rosja. A główną przesłanką tych zmagań jest próba podważenia tzw. Pax Americana, czyli porządku światowego ustalonego po II wojnie światowej, którego jednym z filarów jest amerykański dolar posiadający status waluty rozliczeniowej i rezerwowej, co daje USA istotną przewagę w międzynarodowym obrocie handlowym i nie tylko. Stare i oklepane już porzekadło mówi nam, że kto ma władzę nad pieniądzem, ten posiada realną władzę. Zatem nie powinno nikogo dziwić, że podejmowane są próby podważenia obecnego statusu amerykańskiego dolara.

               W tym miejscu wypada wyjaśnić, dlaczego to akurat USD, a nie inna waluta może spełniać funkcję rozliczeniową w transakcjach międzynarodowych oraz funkcję waluty rezerwowej dla banków centralnych. Na istniejące zaufanie do USD składa się kilka czynników. Po pierwsze – wielkość i siła amerykańskiej gospodarki oparta na wolnym rynku, po drugie – rozległa sieć powiązań gospodarczych i politycznych łącząca USA z UE, Japonią, Koreą Południową, Kanadą, Australią, Nową Zelandią i innymi krajami, po trzecie – największy i bardzo płynny rynek kapitałowy, po czwarte – technologiczna supremacja, po piąte – efektywny i odpowiedzialny system podatkowy, po szóste – silny i stabilny rząd i aparat ustawodawczy, po siódme – silna i nowoczesna armia. Są to wszystko weryfikowalne i mierzalne czynniki, które mają niebagatelny wpływ na decyzje uczestników międzynarodowego obrotu handlowego i banki centralne, które szczególnie cenią sobie transparentność i wynikające stąd zaufanie do waluty.

 

Gdzie szukać konkurentów?

               Zatem uwzględniając powyższe czynniki zastanówmy się, czy znajdziemy takie państwo lub obszar gospodarczy o podobnych parametrach, które mogłoby konkurować na tym polu z USA? Jeśli się nieco głębiej zastanowić, to najbardziej chyba zbliżona jest UE i jej euro-strefa. Ale ze względu na zauważalne pod względem gospodarczym różnice pomiędzy poszczególnymi krajami UE, a szczególnie te występujące pomiędzy północą a południem, oraz to, że można z tej struktury po prostu się wyprowadzić (casus Wielkiej Brytanii), jak również i to, że nie wszystkie kraje przyjęły euro, przeto trudno uznać wspólną walutę jako tą mającą wystarczająca siłę by zastąpić USD. Aczkolwiek pamiętajmy, że takie były między innymi ambicje twórców euro, by stała się ona godnym konkurentem dla dolara USA. Każdy kto jako tako orientuje się w sprawach gospodarczych domyśla się zapewne, że relatywna siła euro opiera się dzisiaj przede wszystkim na gospodarce niemieckiej. Jeśliby wyłączyć ją ze strefy euro, to europejska waluta byłaby o wiele słabsza względem USD.

               Wpływ niemieckiej gospodarki na notowania euro jest niebagatelny ze względu na jej rozmiary (25% PKB UE) oraz na fakt, że Niemcy mogą pochwalić się nadwyżką budżetową i dodatnim bilansem handlowym. Na drugim miejscu jest Francja z 17% udziałem w unijnym PKB. Przeto nie powinniśmy się zanadto dziwić temu, że polityka monetarna Europejskiego Banku Centralnego (EBC) uwzględnia przede wszystkim interesy największych europejskich gospodarek.  

               Tym niemniej warto zwrócić uwagę na to, że euro jako waluta jest drugą po USD co do znaczenia i wagi w rozliczeniach międzynarodowych. Ale jej szanse na dorównanie dolarowi są na razie nikłe. Euro jest przede wszystkim walutą regionalną i taką pozostanie do czasu istnienia strefy euro, bowiem jak wiemy nic na tym świecie nie trwa wiecznie.

               Ale spójrzmy teraz, jakie korzyści mogą wynikać z posiadania światowej waluty rezerwowej. Najlepiej przedstawić to na przykładzie. Porównajmy ze sobą dwóch przedsiębiorców wytwarzających jakieś dobra. Jeden działa w USA, a drugi w Polsce. Przy czym obydwaj sprzedają swoje wyroby za granicę i wystawiają faktury w dolarach USA. Różnica pomiędzy nimi jest taka, że Amerykanin nie musi wymieniać otrzymanych dolarów na inną walutę, a polski przedsiębiorca jest zmuszony wymienić otrzymane dolary na złotówki choćby po to, by zapłacić wynagrodzenie swoim pracownikom, pokryć inne koszty, zarówno stałe jak i zmienne oraz opłacić podatki. Zatem jest wystawiony na ryzyko kursowe związane z notowaniami walut. Jeśli pragnie uniknąć ryzyka kursowego, musi dokonać zabezpieczenia kursu wymiany, a to podnosi koszty działalności. Amerykański przedsiębiorca nie ma takich problemów i z tego też względu może być bardziej konkurencyjny. Przedstawiony przykład jest oczywiście bardzo uproszczony, ale w tym wypadku chodzi nam przede wszystkim o ukazanie pewnych mechanizmów występujących w tzw. wolnej gospodarce, a związanych z tym, iż działa się w objętym walutą rozliczeniową międzynarodowym obiegu gospodarczym.

 

Dług to nie problem?

               Przy tej okazji spójrzmy jeszcze na problem zadłużenia państw. Gdy rząd USA emituje obligacje skarbowe w dolarach, to spłaca je w dolarach. Zatem nie podobna, by USA mogły zbankrutować, przynajmniej teoretycznie, bowiem trudno sobie wyobrazić, ażeby zabrakło tam dolarów na wykup obligacji. Dla kontrastu przypatrzmy się na państwa, które emitują swój dług w obcych walutach. Są narażone na fluktuacje występujące na rynku walutowym. Gdy nadejdzie moment wykupu obligacji, kurs wymiany może okazać się wyjątkowo niekorzystny, w skrajnym wypadku prowadzący do niewypłacalności. Takie sytuacje miały już miejsce w historii i możemy być pewni, że pojawią się ponownie. Koronnym tego przykładem był kryzys kredytowy w krajach trzeciego świata (Ameryka Łacińska) na początku lat 80-tych XX w. Wówczas FED by zwalczyć w USA wysoką inflację podniósł stopę funduszy federalnych do aż 20%. Spowodowało to aprecjację USD, który w ciągu roku wzrósł o prawie 50% licząc do dzisiejszego euro. W owym czasie wiele krajów tzw. rozwijających się w tym i Polska posiadało kredyty w USD zaciągnięte w bankach USA i Europy Zachodniej. Aprecjacja USD przyczyniała się do ich niewypłacalności.  

               Dodatkowo, USA emitując dolara i prowadząc swoją integralną politykę monetarną, mają możliwość wpływania na płynność w wymianie międzynarodowej. Jest to potężne narzędzie, które pozwala na kreowanie dogodnych dla siebie warunków w przestrzeni międzynarodowej. Dlatego amerykanie z taką łatwością mogą nakładać sankcje ekonomiczne na różne kraje i blokować dostęp do międzynarodowych rynków. Przy tej okazji warto cofnąć się do 2008 r., gdy w USA wybuchł kryzys finansowy, który rozlał się na cały świat. Wtedy przez pewien czas zamarł zupełnie rynek międzybankowy, który służy przede wszystkim do utrzymywania płynności w sektorze bankowym i wzajemnych rozliczeń. Jedną z ofiar zaprzestania transakcji dolarowych na międzybanku były Chiny, które nie mogły handlować ze swoimi sąsiadami, bowiem te transakcje były rozliczane w dolarach USA. Z tego między innymi powodu Chińczycy zdecydowali się na projekt określany mianem Pasa i Szlaku (ang. Belt and Road), który idąc przez całą Azję ma połączyć handlowo Chiny z UE. Na trasie tego szlaku Chińczycy chcą poza systemem dolarowym budować bilateralne relacje handlowo-kredytowe z poszczególnymi państwami. Końcowy odcinek tego szlaku ma przebiegać przez Ukrainę i Polskę. Zatem, jeśli wiemy, że ten projekt godzi w fundamentalne interesy USA, to bez trudu pojmiemy kto najbardziej korzysta na napaści Rosji na Ukrainę.     

               Globalny udział dolara USA w rezerwach banków centralnych to 55%. Większość transakcji przeprowadzanych w systemie SWIFT (Society for Worldwide Financial Telecommunication) odbywa się w USD lub Euro. Oprócz tego zdecydowana większość transakcji na rynku Forex odbywa się w USD. Podsumowując reszta świata chcąc uczestniczyć w globalnej wymianie handlowej musi mieć albo dostęp do amerykańskiego systemu bankowego albo rozliczać się w dolarach USA.  Mówi się, że dolar USA jest piętą achillesową Chin i Rosji oraz innych krajów, które są wystawione na ryzyko utraty dostępu do systemu dolarowego by móc rozliczać kluczowe dla danego państwa transakcje.

               Możemy być pewni, że USA świadome roli dolara jako waluty rozliczeniowej i rezerwowej będą z całą stanowczością strzec obecnego statusu dolara, a przykładem dla nas niech będzie casus Iraku. Swego czasu iracki przywódca Saddam Husajn zaczął najpierw głośno przebąkiwać o zmianie rozliczania sprzedawanej przez Irak ropy i odejściu od dolara, a potem przemienił słowa w czyn i mówiąc wprost przerzucił się na euro.  Odpowiedzią USA była sprawna akcja propagandowa mająca przekonać opinię międzynarodową o posiadaniu przez Irak broni masowego niszczenia. A kolejnym krokiem tzw. druga wojna iracka, obalenie Saddama Husajna i powrót do rozliczania irackiej ropy w dolarach. Po Husajnie podobne pomysły zaczął głośno przedstawiać libijski przywódca Muammar Kaddafi. Wszyscy chyba pamiętamy, jak skończył.

               A na koniec zastanówmy się po krótce, czym tak naprawdę jest pieniądz? Odpowiadając na to proste pytanie wspomóżmy się tedy dociekaniami Mikołaja Kopernika, który również postawił sobie takie pytanie, gdy badał naturę pieniądza i jego rolę w wymianie handlowej. Rezultatem jego rozmyślań nad pieniądzem było przekonanie, że pieniądz, jeśli weźmiemy pod uwagę jego funkcję, nie posiada de facto istotnej wartości. Pamiętajmy przy tym, że w czasach Kopernika pieniądze bito ze szlachetnych kruszców. Zatem, jeśli tak sprawy się mają, to czymże jest ów pieniądz? Otóż według Kopernika pieniądz jest przede wszystkim miarą. Podobnie jak odważniki do odmierzania wagi towarów. Miara ta umożliwia nam płynną wymianę handlową. Uświadomienie sobie tego, że pieniądz jako miara pełni jedynie rolę utylitarną pozwala nam z innej perspektywy spojrzeć na banknoty, które trzymamy w portfelu. Przy pomocy pieniądza określamy wartość różnych aktywów, natomiast sam pieniądz jako taki nie posiada w sobie dzisiaj żadnej wartości, bowiem w dzisiejszych czasach nie możemy nawet powiązać go z jakimś cennym kruszcem. Z tego między innymi powodu tak łatwo jest kreować dowolną podaż lokalnej waluty np. poprzez emitowanie rządowych obligacji, które następnie są skupowane przez banki centralne. Dlatego, aby pieniądz mógł pełnić rolę miary wartości dóbr i usług musi budzić powszechne zaufanie. Bez tego staje się bezwartościowym kawałkiem papieru lub nic nieznaczącym zapisem elektronicznym.

Ale pamiętajmy również, że wszystko ma swój kres, a wysiłki mające na celu zastąpienie autentycznego wolnego rynku ręcznym sterowaniem poprzez stymulowanie podażą pieniądza kończy się zawsze, podkreślam w tym miejscu wyraz zawsze, zubożeniem społeczeństw, czego obecnie teraz doświadczamy. Bowiem, jeżeli skorygujemy obecny wzrost gospodarczy o wskaźnik inflacji, to zapytajmy samych siebie, ile nam wtedy tego realnego wzrostu pozostanie? 

Źródło: opracowanie własne, dane aktualne na dzień 31.03.2022 r.

 

Jarosław Kostrzewa

 

Prosper Capital Advisors sp. z o.o. z siedzibą we Wrocławiu informuje, że niniejszy materiał ma charakter wyłącznie informacyjny oraz edukacyjny, a żadna z zawartych w niej informacji nie stanowi doradztwa inwestycyjnego, analiz finansowych, rekomendacji w tym: inwestycyjnych, podatkowych, prawnych lub księgowych ani też nie jest wskazaniem, iż jakakolwiek inwestycja lub strategia jest odpowiednia i adekwatna dla Inwestora. Prezentowane wyniki historyczne opierają się bądź na obliczeniach podmiotów trzecich, gdzie źródła zostały podane bądź na obliczeniach własnych i nie uwzględniają inflacji oraz opłat związanych z umową ubezpieczenia, jak również nie stanowią gwarancji osiągnięcia podobnych wyników inwestycyjnych w przyszłości.

W szczególności powyższe informacje nie uwzględniają indywidualnej sytuacji Inwestora, w tym jego profilu inwestycyjnego, poziomu wiedzy o inwestowaniu, doświadczenia inwestycyjnego, sytuacji finansowej oraz celów inwestycyjnych. Powyższe informacje nie mogą być traktowane w szczególności jako: proponowanie nabycia udziałów, akcji lub innych instrumentów finansowych, zaproszenie do negocjacji, zaproszenie czy zachęta do złożenia oferty nabycia, dokonania inwestycji lub przeprowadzenia transakcji dotyczących nabycia udziałów, akcji lub innych instrumentów finansowych lub rekomendacja do zawierania jakichkolwiek transakcji. Powyższe informacje nie stanowią oferty w rozumieniu art. 66 kodeksu cywilnego.

Inwestowanie w instrumenty finansowe lub inne produkty o charakterze inwestycyjnym wiążę się z ryzykiem utraty kapitału. Inwestorzy powinni być świadomi ryzyka, jakie niesie ze sobą inwestowanie w instrumenty finansowe lub inne produkty o charakterze inwestycyjnym, ich decyzje inwestycyjne powinny być poprzedzone właściwą analizą, a także, jeśli wymaga tego sytuacja, konsultacją z doradcą inwestycyjnym oraz doradcą prawnym i podatkowym. Prosper Capital Advisors sp. z o.o. nie ponosi odpowiedzialności za efekty i skutki decyzji podjętych na podstawie niniejszego materiału lub jakiejkolwiek informacji w nim zawartej.

    Formularz kontaktowy

    accept

    Kontakt